Canon EOS R8 to pełnoklatkowy bezlusterkowiec, którego obecna cena jest bardzo atrakcyjna. Czy ten kilkuletni model warto kupić w 2026 roku? Jakie zalety i wady ma z punktu widzenia obecnej konkurencji? Sprawdźmy w praktyce!
Canon EOS R8 zadebiutował na początku 2023 roku. Zatem już jakiś czas temu. Z punktu widzenia technologii 3 lata to wbrew pozorom może być dość dużo, biorąc pod uwagę, jak zmienia się rynek. Model ten już w momencie premiery był nieźle wyceniony.
Jednak dopiero teraz cena dobiła do takiego poziomu, że postanowiłem na nowo zainteresować się tym modelem. W momencie premiery kosztował bowiem około 8800 zł, teraz najtaniej znalazłem go za nieco ponad 4400 zł.
Połowa ceny z dnia premiery, a to wciąż świeży sprzęt. W tej półce cenowej pełna klatka i to o takich możliwościach? Wydaje się naprawdę nieźle. Przyjrzyjmy więc mu się bliżej!
Ergonomia taka jak trzeba
To pełnoklatkowy bezlusterkowiec, więc nie jest najmniejszy, dobrze leży w dłoni i daje wrażenie profesjonalnego sprzętu. Grip modelu jest dobrze wyprofilowany, uszczelnienia zapewniają bezpieczeństwo, a na obudowie znajdziemy sporo przycisków do manualnej obsługi.
Są dwa pokrętła do ustawiania parametrów fotograficznych na górze obudowy, a także kilka przycisków funkcyjnych, które można przypisać wybranym przez siebie funkcjom. Dla mnie najważniejszy jest jednak przełącznik trybu foto/film. Obecnie na rynku mamy trend tworzenia hybrydowych aparatów. To takie, które równie dobrze spisują się przy filmowaniu, jak i robieniu zdjęć.
Założenie jest takie, że błyskawicznie przełączasz się z trybu zdjęciowego do filmowego i dzięki temu możesz w tym samym czasie łapać ujęcia filmowe i statyczne kadry. To trend, który cały czas się rozwija i podoba mi się, że Canon EOS R8 taką opcję daje. Choć muszę przyznać, że umieszczenie przełącznika z lewej strony na górze jest dla mnie mało intuicyjne, bo przyzwyczaiłem się mieć go po prawej stronie.
Na obudowie znajdziemy najważniejsze wejścia fizyczne, a więc mikrofonowe, słuchawkowe, HDMI w mini wersji, jak i USB-C, które pozwoli na ładowanie aparatu. Miejsce na kartę pamięci znajduje się tam, gdzie baterii. Za tym z kolei nie przepadam, bo o wiele wygodniej jest mi wkładać kary od boku. Dodajmy też, że mamy tu do czynienia z jednym slotem na karty. To dla wielu może być duża wada, bo jednak backup w fotografii, a już szczególnie w filmie jest często kluczowy.
W przypadku zdjęć możemy się bowiem uratować backupem w postaci chmury Canona. Aparat bez problemu z nią współpracuje i wrzucane do chmury zdjęcia to z pewnością dodatkowe zabezpieczenie. Nieco gorzej z filmami, bo robienie na żywo kopii zapasowych tak dużych plików filmowych nie jest zbytnio możliwe.
Ekran i wizjer na miejscu
Obrotowy ekran w niektórych tańszych modelach nie musi być taką oczywistością. Tutaj jest na pokładzie, a wraz z nim całkiem niezłej jakości wizjer. Jakość ekranu, jak i wizjera jest w porządku, biorąc pod uwagę tę półkę cenową.
Jak zawsze w Canonie mamy do czynienia z instynktownym i prostym w obsłudze menu. Aparat obsługiwać można dotykiem na ekranie, co z pewnością spodoba się osobom przyzwyczajonym do obsługi smartfonów.
W menu znajdziemy bogate menu poświęcone funkcjom sieciowym. Ten kilkuletni aparat z powodzeniem może współpracować z chmurą robiąc backup, można używać go jako kamery internetowej i sterować bezprzewodowo za pośrednictwem smartfona. Nie brakuje mu zatem nic, czego moglibyśmy oczekiwać od współczesnych modeli.
Fotograficznie daje radę
Na pokładzie mamy pełnoklatkową matrycę CMOS 24,2 MP wspieraną przez procesor DIGIC X. Ten procesor nadal daje radę, a pełnoklatkowa matryca zapewnia szeroki zakres tonalny i płytką głębię ostrości, jak i dobre wyniki w słabym świetle. W tej półce cenowej FF nie jest oczywistością, a nie ma co ukrywać – robi dużą różnicę.
Jeśli zestawić ten model z konkurencją, to pod kątem dynamiki tonalnej i radzenia sobie w słabym świetle potrafi przewyższyć droższe modele, jak Sony A7C czy Nikon Z6 II. Istotną kwestią jest bez wątpienia szybki autofokus.
Nie miałem żadnego problemu z brakiem ostrości, również w dynamicznych scenach i przy słabszym oświetleniu. Tak naprawdę już dobrych kilka lat temu opracowana przez Canona technologia Dual Pixel CMOS AF wyznaczyła na nowo standardy działania AF.
W tym modelu mamy Dual Pixel CMOS AF II z 4897 punktami i śledzeniem obiektów – to jeden z najmocniejszych autofokusów w tym segmencie. I po upływie kilku lat nadal nie odbiega od konkurencji, a wiele nowszych modeli przebija szybkością ostrzenia.
Jakość zdjęć aparatów Canona zawsze stoi na wysokim poziomie. Użytkownicy cenią modele tego producenta zwłaszcza za ładne kolory skóry, które oddaje na fotografiach. Pełna klatka, kolory Canona i szybki autofokus sprawiają, że pod kątem zdjęć aparat naprawdę dobrze wypada.
Poniżej kilka zdjęć wykonanych aparatem. W galerii znajdziesz je w pełnej rozdzielczości.
Filmuje bez cropa
Jako aparat hybrydowy, model musi radzić sobie również z filmowaniem. W przypadku filmów wymagania rynku zmieniają się szybciej niż dla zdjęć. Dlatego też tutaj kilka lat różnicy może robić swoje. Canon EOS R8 nie jest aparatem do filmowania, więc ma swoje ograniczenia.
Trzeba liczyć się z tym, że ze względu na brak aktywnego chłodzenia filmowanie w najwyższych parametrach przez dłuższy czas może skutkować przegrzaniem. Brak mu też pewnych opcji dostępnych w nowszych modelach tworzonych typowo z myślą o filmowcach.
Na pokładzie znajdziemy jednak jeden najważniejszy element – tryb filmowy 4K 50p z minimalnym cropem. Co ciekawe, konkurencja ma z tym problem i dopiero teraz zaczyna wypuszczać w średniej półce aparaty, które nie mają cropa w tym formacie. Canon robił to już kilka lat temu. To o tyle ważne, że nie ograniczamy pola widzenia obiektywu, jak to ma miejsce w konkurencji od Sony i Panasonika w podobnej półce cenowej.
Mamy więc odpowiednią rozdzielczość i brak cropa, a do tego płaskie profile, zapewniające odpowiednią dynamikę tonalną ujęć. Można więc z tym aparatem uzyskać naprawdę ładny obrazek. Do tego aparat ma naprawdę minimalny rolling shutter, co pozycjonuje go obok modeli ze znacznie wyższej półki cenowej.
Brak mu za to stabilizacji matrycy, do której dziś większość użytkowników się przyzwyczaiła. I dlatego dla wielu może to być spory problem. Mi dość mocno go brakowało podczas pracy. Podobnie dotkliwy dla wielu filmowców może być brak drugiego slotu na karty pamięci, bo wiemy dobrze, jak ważny jest backup.
Ale pomijając wszystkie te problemy – mamy dobrą jakość obrazu, 4K 50p bez cropa, nagrywanie w 4:2:2/10-bit i szybki autofokus. Z wyjątkiem stabilizacji jego możliwości są zatem zbliżone do Canon EOS R6 II za znacznie niższą cenę.
Poniżej film nakręcony z rozdzielczoscią 4K 50p.
Canon EOS R8 w 2026 roku to nadal dobry wybór
Podsumowując, przez ostatnie 3 lata rynek fotograficzny, jak i filmowy nie zmienił się tak mocno, by Canon EOS R8 jakkolwiek odstawał od nowości. Tym, co znacząco zmieniło się przez ten czas jest cena Canona EOS R8.
Obecnie kupić go można za 4400 zł. Pełna klatka, brak cropa filmowego, szybki autofokus, świetna ergonomia i lubiane przez użytkowników kolory Canona. W tej cenie to naprawdę niezła okazja, biorąc pod uwagę, że „wiekowy” już Sony A7 III z o wiele gorszymi parametrami (za to ze stabilizacją matrycy i podwójnym slotem) kosztuje w sklepach 500 zł więcej.
Dlatego też uważam, że teraz właśnie jest dobry czas na zakup Canona EOS R8. Jeśli szukasz naprawdę niezłego sprzętu, ale ogranicza Cię budżet – w tej cenie naprawdę trudno o wiele alternatyw, które zapewnią tak korzystny stosunek możliwości do ceny.
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny Canon EOS R8
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.


















Dodaj komentarz