Testujemy Canon PowerShot V1. To aparat kompaktowy stworzony z myślą o filmowcach. Wyróżnia się dużą matrycą i naprawdę niezłymi możliwościami. Czy zastąpi bezlusterkowiec? Zapraszam do lektury naszej recenzji.
Kompakty niemal wyginęły wraz z rozwojem smartfonów fotograficznych. Niemal, bo o ile najtańsze modele zniknęły z rynku, o tyle te droższe modele premium wciąż się pojawiają. Do takich należy Canon PowerShot V1. Kosztuje około 4 tys. zł, a więc mniej niż flagowe smartfony i sensowne bezlusterkowce.
Jednocześnie to już nie „parę stów” za aparat zabawkę. Czym zatem jest ten model? Choć z nazwy aparatem, to patrząc po specyfikacji głównie kompaktową kamerą dla vlogów i twórców treści. A przy tym bezpośrednim konkurentem dla Sony ZV-1 II. Jak sprawdza się w praktyce i czy warto go kupić? Sprawdźmy!
Specyfikacja Canon PowerShot V1
| Ogólne | |
| Rok premiery | 2025, luty |
| Budowa | |
| Bagnet | brak |
| Rodzaj materiałów | Plastik |
| Podzespoły | |
| Procesor obrazu | DIGIC X |
| WiFi | TAK, 802.11b/g/n/ac |
| NFC | brak |
| GPS | TAK |
| Funkcjonalność | |
| Format zapisu | RAW, JPEG |
| Usługi społecznościowe | TAK |
Wygląda jak bezlusterkowiec, a to jednak kompakt
Pod kątem rozmiarów i wagi bliżej mu do bezlusterkowców niż małych kompaktów. Canon PowerShot V1 jest całkiem spory jak na kompakt, a przy tym gruby. Ma też całkiem nieźle zarysowany grip. Obudowa jest plastikowa, ale w większości pokryta gumą. To sprawia, że aparat dobrze leży w dłoni, a obudowa się nie palcuje.
Nie ma tutaj za to uszczelnień, a to, co nie jest pokryte gumą sprawia w dotyku wrażenie przeciętnego plastiku. Trzeba jednak liczyć się z tym, że w tej półce cenowej wykonanie nie będzie w każdym detalu premium. Aparat może być dodatkowo narażony na pył i kurz przez otwory zapewniające chłodzenie.
Na górze obudowy znajdziemy pokrętło zmiany trybów, włącznik, spust migawki i przycisk REC. Przy pokrętle trybów jest również przełącznik trybu foto/wideo. Na przodzie głównie przyciski do sterowania menu. Jest więc zatem niezbędne minimum. Ktoś przyzwyczajony do manualnej pracy może odczuwać brak pokręteł i przycisków.
Jednak aparatem można sterować również jedynie dotykowo za pomocą ekranu. I to właśnie użytkownikom przyzwyczajonym do takiej obsługi (choćby przesiadającym się ze smartfonów) ten model jest dedykowany.
Co ważne, oprócz całkiem niezłego wbudowanego mikrofonu producent zadbał również o dodatkowe wejście mikrofonowe i słuchawkowe. Aparat poradzi sobie tez z obsługą mikrofonów montowanych na gorącą stopkę. Jest też wejście USB-C oraz micro-HDMI. Jak na kompakt pełen pakiet.
Wejście na kartę pamięci ukryte jest pod klapką baterii. Sama bateria to znany z mniejszych aparatów producenta model LP-E17 o pojemności 1040 mAh. Niezbyt wielki akumulator, ale też sam aparat nie pożera przesadnie dużo energii.
Ekran jest obrotowy, ale podobnie jak w innych mniejszych modelach, nie tylko Canona, producent pozbawił nas cyfrowego wizjera. Prawda jest taka, że i tak filmujący raczej z niego rzadko korzystają, a tryb zdjęciowy w tym aparacie wydaje się dodatkiem do filmów.
Ekran i obsługa – prosto dla każdego
Jak już wspomniałem wcześniej, dotykowy ekran pozwala na pełną obsługę tego aparatu, co ucieszy osoby przyzwyczajone do elektronicznego sterowania. Aparat posiada rozbudowane menu znane z innych modeli producenta. Może wręcz zaskakiwać, jak dużo opcji się w nim znalazło, co sugeruje, że to jednak wcale nie taki podstawowy model.
Cała jedna zakładka w menu poświęcona jest autofokusowi. Można tutaj ustawić, co ma wykrywać, z jaką prędkością działać i wiele innych przydatnych ustawień, które pozwalają w pełni zapanować użytkownikowi nad automatyczną ostrością.
Ciekawa jest też zakładka „funkcja sieciowa”. Tutaj wszystkie opcje dedykowane są właśnie połączeniom sieciowym. To pokazuje, że dzisiejsze aparaty nierozłącznie związane są z internetem. Canon naprawdę na poważnie podszedł do tematu. Aparatem można sterować za pomocą smartfona, użyć WiFi do błyskawicznego drukowania zdjęć, a także przekazywać zdjęcia do chmury image.canon.
Ta ostatnia opcja może być dla wielu najciekawsza. Aparat posiada tylko jeden slot na karty pamięci, więc tworzenie na żywo backupu zdjęć w chmurze jest świetną opcją. Bardzo lubię menu wszystkich aparatów Canona za jego przejrzystość i intuicyjną obsługę. Uważam, że pod tym kątem to jedno z najlepszych menu na rynku. Choć na co dzień nie pracuję na Canonie, nigdy nie mam problemu, by szybko i bezproblemowo odnaleźć się w tym systemie.
Ze względu na niewielkie wymiary i pewnie również oszczędności, producent nie zdecydował się na zaimplementowanie cyfrowego wizjera. Czy to duża strata? Myślę, że większość użytkowników tego modelu i tak korzysta głównie z ekranu. Dodatkowo zawsze możemy podłączyć zewnętrzny ekran lub używać smartfona do podglądu obrazu. Nie uważam więc braku wizjera za dużą wadę, choć rozumiem, że dla niektórych może to być problemem.
Filmowo lepszy, niż się wydaje
Na pierwszy rzut oka widząc ten kompakt nie spodziewałbym się wiele w zakresie filmowych możliwości. Wydawało mi się, że to model dedykowany amatorom. Jednak wbrew pozorom, na pokładzie znajdziemy całkiem niezły zestaw, choć nie bez ograniczeń.
Na pokładzie tego modelu znajdziemy 4K 50p z możliwością filmowania w 10 bitach. Do tego oczywiście służyć będzie profil Clog. Chcąc dziś osiągnąć odpowiednią jakość 10 bitów i płaski profil są koniecznością. 4K w 50 klatkach daje z kolei możliwość korzystania ze slow-motion, a to potrzebna funkcja. Obecnie filmowanie w jakości poniżej 4K nie za bardzo ma sens, chyba że z myślą o np. rolkach i treściach typowo na ekrany mobilne.
Niestety, żeby nie było zbyt pięknie, aparat w 4K 50p ma crop 1,4x. Kąt widzenia staje się zatem węższy o 40 proc., a to całkiem sporo. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że również droższe i bardziej zaawansowane modele wciąż potrafią mieć przy tym trybie crop nawet 1,5x.
Poniżej kilka ujęć wykonanych aparatem. Pierwsze kadry bez żadnej stabilizacji – mocno się trzęsą. Kolejne ze stabilizacją optyczną. Całość w 4K 50p bez płaskiego profilu i bez żadnej korekcji obrazu.
Jak już jesteśmy przy cropie, warto powiedzieć o matrycy. Otóż w tym modelu zastosowano całkiem spory sensor o rozmiarze 1,4 cala. Kiedyś podstawowe kompakty miały sensory w rozmiarze 2/3 cala, a te bardziej zaawansowane 1-calowe. Canon idzie o krok dalej i implementuje jeszcze większą matrycę, co zdecydowanie należy uznać za dużą zaletę tego modelu. Producent mocno zbliżył się rozmiarem do formatu Mikro 4/3 stosowanego w bezlusterkowcach.
Matryca jest stabilizowana optycznie – to działa w każdym formacie. I działa całkiem nieźle, drgania przy pracy z ręki są dobrze niwelowane. Jednak chcąc osiągnąć naprawdę dużą stabilność ujęć na poziomie flagowych smartfonów, musimy się posiłkować stabilizacją cyfrową.
I tu pojawia się kolejny minus, bo znów musimy się liczyć z cropem. Stabilizacja cyfrowa ma dwa tryby: standardowy i wzmocniony. W przypadku tego pierwszego crop wynosi 1,1x, a drugiego 1,4x. Czyli podobnie jak w 4K 50p.
Poniżej test stabilizacji – pierwsze ujęcie nakręcone jedynie z optyczną stabilizacją, drugie ze wzmocnioną stabilizacją cyfrową. Różnica jest spora i widać, że stabilność przy filmowaniu z ręki i bez żadnego tripoda jest całkiem niezła.
Trzeba uczciwie przyznać, że wzmocniona stabilizacja cyfrowa w połączeniu z tą optyczną potrafią dać naprawdę świetne efekty. Właściwie można się wyposażyć jedynie w mały tripod do vlogowania i zapomnieć o gimbalu, bo bez niego uzyskamy niemal gimbalową stabilność.
No dobrze, ale w przypadku bezlusterkowców z cropem możemy sobie poradzić stosując szerszy obiektyw. Tutaj mamy obiektyw zamocowany na stałe. W przeliczeniu na pełną klatkę to ekwiwalent 16-50 mm. Czyli nawet z cropem 1,4x mamy szerokie pole widzenia.
Jasność tego obiektywu jest zmienna w zakresie f/2.8-4.5. I to zdecydowanie jeden z największych minusów tego modelu. Obiektyw jest za ciemny.
O ile zakres szerokości jest uniwersalny i wystarczający, o tyle jasność wypada słabo. Konkurencyjny Sony ZV-E1 II ma podobny zakres ogniskowych, ale światło f/1.8-4.0. Z drugiej strony ma mniejszą matrycę. Niemniej, jednak gdyby tutaj zastosowano podobne światło przy większej matrycy to mielibyśmy naprawdę świetne efekty.
Idźmy jednak dalej. Tym, co mnie urzekło jest wbudowany filtr ND (3-stop) oraz aktywny system chłodzenia. Wiemy, że przy najwyższych parametrach aparaty potrafią się przegrzewać i Canon postanowił z tym walczyć. Dzięki temu aparat nie nagrzewa się w dużym stopniu, co powinno zapewnić wiele godzin pracy. To istotne o tyle, że nie ma tutaj limitu nagrywania, a zastosowanie modelu do streamingu to przecież wielogodzinna praca aparatu.
Mamy więc stabilne ujęcia, 10-bitowy zapis, płaski profil, ND i świetną stabilizację. To jeszcze nie koniec. Są użytkownicy, którym nie zależy na wysokiej dynamice tonalnej i nie chcą później obrabiać kolorystycznie płaskich profili.
Dla nich producent przewidział profile kolorystyczne nadające filmom od razu ciekawego wyglądu bez konieczności późniejszej obróbki. Wiele z nich daje ciekawy „look” od razu bez dodatkowej zabawy. Wszyscy ci, którzy chcą szybkiego efektu bez dodatkowych nakładów pracy będą zachwyceni.
Poniżej kilka ujęć z różnymi profilami kolorystycznymi. Niektóre nieco przesadzone, inne za to bardzo przyjemne dla oka.
Ten aparat robi też zdjęcia
Paradoksem obecnych czasów jest to, że kwestia zdjęć w wielu aparatach jest drugorzędna. Ten model również dedykowany jest filmowcom, więc ja nad kwestią zdjęć nie zamierzam się przesadnie pochylać. Nie ma jednak na co narzekać. Po pierwsze Dual Pixel AF II radzi sobie bez problemu z szybkim i trafionym ostrzeniem.
Po drugie mamy ponad 22MP rozdzielczości i możliwość zapisu 14-bitowych RAWów. I w przeciwieństwie do smartfonów zdjęcia nie są dodatkowo upiększane przez software, co na smartfonowych zdjęciach powoduje dziwne artefakty, gdy zbliżymy szczegóły obrazu.
Zdjęcia są więc ładniejsze niż te ze smartfonów, choć oczywiście niewielka matryca i niezbyt jasny obiektyw nie zapewniają takich efektów, jak bezlusterkowce z jasnymi stałkami. Na ładny efekt bokeh nie ma co zbytnio liczyć.
Niemniej jednak zdjęcia są w porządku, a dzięki filtrowi ND nie ma obaw o prześwietlenia. Na tym chyba można zakończyć temat zdjęć, bo w przypadku tego modelu są one raczej dodatkiem.
Poniżej kilka zdjęć wykonanych aparatem. Kadry w pełnej rozdzielczości do obejrzenia w galerii.
Czy warto kupić Canon PowerShot V1?
Canon znów to zrobił. To już kolejny model producenta z niższej półki cenowej, który naprawdę daje radę. Podobnie jak w przypadku Canon EOS R50 V, również przeznaczonego głównie dla filmowców.
Tamten model jest tańszy i ma większą matrycę z wymiennymi obiektywami. Ten z kolei ma tylko jeden obiektyw, ale przy tym niezłą stabilizację i kupując go nie musimy już płacić za nic więcej. Nie jestem fanem kompaktów, ale w takiej formie – jako kamera do vlogowania – mają one naprawdę sens.
Ten model z jednej strony jest prosty w obsłudze i stosunkowo niewielki, z drugiej strony pod kątem filmowym ma całkiem niezły pakiet opcji nawet dla tych nieco bardziej wymagający. Jednocześnie jest na tyle intuicyjny, że osoby, które nie miały do czynienia z aparatami bez problemu poradzą sobie z jego obsługą.
Choć uważam, że większa matryca i wymienne obiektywy zapewniają lepsze perspektywy rozwoju, to rozumiem też, że z punktu widzenia vlogera czy streamera ten aparat może być wystarczający i dawać przewagę cenową, bo po zakupie nic mu nie trzeba.
Sony ZV-1 II zyskał poważnego konkurenta, a Canon pokazuje, że potrafi odnaleźć się nie tylko na rynku najdroższych modeli.
- Jakość wykonania7
- Ergonomia7
- Jakość zdjęć7
- Jakość filmów8
- Usprawnienia9
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny Canon PowerShot V1
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.















Dodaj komentarz