Świat fotografii cyfrowej rozwija się w zaiste błyskawicznym tempie. Każdego roku możemy podziwiać premiery coraz to doskonalszych aparatów, których możliwości dalece już odbiegają od tego, do czego przywykły starsze generacje miłośników robienia zdjęć. Wszechobecny wpływ cyfrowej manipulacji obrazem jest widoczny na każdym kroku. Od mozolnie przygotowywanych w profesjonalnych studiach grafik po domowe archiwa i kolekcje, tworzone z pomocą prostych zabiegów edycyjnych, dostępnych obecnie w najtańszych nawet kompaktach.
W dobie coraz to dalej idącej automatyzacji samego procesu dostarczenia zdjęcia, nie dziwi pojawienie się kolejnych edycji urządzeń uzbrojonych w zaawansowane funkcje wykrywania twarzy, uśmiechu czy też mrugnięcia. Producenci sprzętu fotograficznego nie ustają w wyścigu, którego celem ostatecznym jest dostarczenie aparatu, który doskonale poradzi sobie bez naszej pomocy. Choć scenariusz ten może początkowo wydawać się nieco absurdalnym, w rzeczywistości jest jednakże bardzo prawdopodobnym. Wystarczy choćby spojrzeć na ostatnie osiągnięcia firmy Sony, której stacja Party-Shot (zaprezentowana na filmie poniżej), reklamowana sloganem “I’m Your Personal Photographer” (“Jestem Twoim własnym fotografem”), doskonale sprawdza się w roli fotograficznego automatu, działającego w dużej mierze bez żadnej ingerencji z naszej strony.
Potężne narzędzia, jakimi są cyfrowe edytory obrazu, zapewniają nam unikalną możliwość dodawania, usuwania i zmieniania całych partii fotografii, a przez to – kreowania zupełnie nowych ujęć, często fikcyjnych i nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. Przykładów takiej praktyki jest bardzo dużo – wystarczy spojrzeć na czołówki kolorowych gazet czy reklamy umieszczone na miejskich billboardach.
W tym kontekście nie dziwi raczej inicjatywa, jaką powzięli dwaj projektanci z berlińskiego University of Arts. Opracowali oni bowiem koncept urządzenia znanego jako “Artificial Smile Camera“, którego zaletą jest fakt, iż fotografuje jedynie uśmiechniętych ludzi. A nieco bardziej precyzując – robi zdjęcia na których ludzie są zawsze uśmiechnięci. Nawet wtedy, gdy w rzeczywistości do uśmiechu im daleko.
Jak łatwo zgadnąć, nie jest to efekt magicznego machnięcia różdżką, a jedynie wykorzystania obszernej bazy zapisanych wcześniej uśmiechów, z pośród których w czasie robienia zdjęcia wybierany jest jeden, najbardziej do fotografowanej osoby pasujący. Cała reszta jest już prostym zabiegiem edycyjnym, jednakże co szczególnie mocno podkreślają autorzy – nie ma nic wspólnego z fotorealizmem. Algorytm napisany dla “Artificial Smile Camera” celowo skonstruowany został tak, by przerysować uśmiech, który w efekcie końcowym bardziej przypomina grymas słynnego komiksowego Jokera, niźli normalnej osoby. Dlaczego właśnie tak? Ponieważ aparat, którego autorami są Stefan Stubbe i Andreas Schmelas nie jest jak na razie projektem komercyjnym, a jedynie narzędziem w studium poświęconym problemowi przedefiniowania istoty fotografii. Nie zmienia to wszak faktu, iż słowami kluczowymi wydaje się być tutaj sformułowanie “na razie”. Patrząc bowiem na otaczająca nas rzeczywistość, koncepcja cyfrowego kompaktu uzbrojonego z funkcję doklejania uśmiechu (i nie tylko) nie wydaje szczególnie mocno odległa w czasie.
Strona projektu “Artificial Smile Camera“: http://digital.udk-berlin.de/en/hauptstudium/artificial-smile
Źródła: Digital Media Design at the University of Arts, Sony, YouTube









