Wildlife Photographer of the Year to jeden z najsłynniejszych konkursów dedykowanych fotografii przyrodniczej. Jako taki gromadzi rokrocznie setki mniej lub bardziej znanych specjalistów w tej dziedzinie, którzy rywalizują ze sobą o tytuł najlepszego. Niestety, ostatnie (dość kuriozalne) poczynania organizatorów uderzyły bardzo mocno w niektórych uczestników zabawy. Na efekty nie było trzeba długo czekać.
Problemy rozpoczęły się wraz z podjęciem niezwykle kontrowersyjnej decyzji o zmianie wymogów technicznych, które należy spełnić zgłaszając swoją pracę. Wedle nowych zasad, rozpatrywane będą jedynie fotografie o rozdzielczości minimum 10 Mpix. Tym samym automatycznie odrzucono duży odsetek uczestników dysponujących starszym sprzętem.
Organizatorzy tłumaczą swoje posunięcie dbałością o poziom zmagań, co wymaga “ciągłej konieczności podnoszenia jakości zgłaszanych prac“. Wedle słów rzecznika konkursu, Colina Finlay’a, wymóg sprzętowy jest ściśle związany ze specyfiką późniejszej wystawy – zwycięskie fotografie są bowiem drukowane w dużym formacie, który wyklucza możliwość użycia zdjęć o rozdzielczości mniejszej niż 10 Mpix.
Smutna konkluzja płynąca z całego tego zamieszania jest taka, iż najwyraźniej coraz częściej liczy się nie poziom samej fotografii, ale to czym została zrobiona.
Źródło: Photo Radar








